
"Ekran stawał się coraz ciemniejszy. Głos spikera grzmiał jak młot. Moje oczy stały się śmiertelnie zimne. Usiadłem i wsłuchiwałem się w słowa spikera, który odczytywał kolejne nazwiska ofiar wypadku."
Oprócz piłkarzy śmierć ponieśli również trenerzy: Bert Whalley i Tom Curry oraz sekretarz klubu, Walter Crickmer. Zginęło również ośmiu dziennikarzy podróżujących z drużyną. W szpitalu o życie walczyli: Matt Busby, Duncan Edwards, Johnny Berry i jeden z pilotów, kapitan Ken Rayment. Rayment zmarł niedługo potem, Edwards doznał bardzo poważnych obrażeń i powinien umrzeć natychmiast, ale jego organizm walczył przez kolejne 15 dni. Ostatecznie zmarł 21 lutego z powodu niewydolności nerek.
Awans do półfinału Pucharu Europy
W Belgradzie padł remis, ale awans uzyskali AnglicyPowrót do Anglii
Przed odlotem do kraju nic nie zapowiadało tragediiPrzerywany start
Dotankowanie miało zająć około 20 minut, dlatego też pasażerowie nie opuszczali samolotu. O godz. 14:31, gdy zbiorniki były już pełne, samolot ruszył po pasie i dostał pozwolenie na start. Gdy nabierał prędkości, piloci usłyszeli, że silniki pracują nierównomiernie. Po 40 sekundach zrezygnowali ze startu. Mieli do czynienia ze zjawiskiem przegrzewania silnika. Problem ten nie był niczym niezwykłym w samolotach tej klasy, więc piloci nie zamierzali wszczynać alarmu. Zdecydowali, że przy kolejnym starcie będą otwierać przepustnicę nieco wolniej. Kolejną próbę podjęli o 14:34. Także tym razem silniki zaczęły wariować. Thain i Rayment zdecydowali się odwołać start i wrócili do terminala, aby omówić przyczyny takiego stanu rzeczy.
"Graliśmy w karty przez większość przelotu z Belgradu do Monachium. Pamiętam, że gdy wychodziliśmy z samolotu, było bardzo zimno. Mieliśmy jedną nieudaną próbę startu. Przypuszczam, że już wtedy niektórzy z nas zaczęli się niepokoić. Kiedy nie udało nam się po raz drugi, w drodze do poczekalni byliśmy już bardzo wyciszeni" - wspominał Bill Foulkes, jeden z piłkarzy.
Ostatnie chwile
Duncan Edwards postanowił wysłać do domu telegram"Powiedziałem Kenowi, że jeśli sytuacja się powtórzy, to przejmę kontrolę nad przepustnicą. Ken zwiększył więc ciąg, ale nie wyłączał jeszcze hamulca. Silniki działały jednakowo i równo, więc zwolnił hamulce i ruszyliśmy do przodu. Zwiększał ciąg, aż otworzył przepustnicę całkowicie. Sprawdziliśmy wskaźniki i potwierdziliśmy - »Pełna moc«."
Katastrofa
Samolot uderzył w wypełnioną paliwem drewnianą chatę"Spojrzałem na prędkościomierz, a ten wskazywał 105 węzłów. Prędkość się zwiększała. Gdy osiągnęliśmy 117 węzłów, krzyknąłem: »V1!« (to punkt na pasie startowym, za którym nie można już przerwać procedury startu). Nagle prędkość zaczęła maleć... do 112 węzłów, potem do 105. Ken krzyknął: »Chryste, nie uda nam się!« Spojrzałem na urządzenia. Zobaczyłem śnieg przed sobą oraz dom i drzewo po prawej..."
Bohaterowie
Kiedy maszyna w końcu się zatrzymała, ze środka nie słychać było żadnych jęków ani płaczu. Było natomiast wiele ruchu. Harry Gregg wydostał się spod ciała Berta Whalleya. Spotkał kapitana Thaina, który w szoku próbował gasić płomienie małą gaśnicą. Pilot krzyczał do Gregga, by uciekał, bo samolot zaraz wybuchnie. Ten jednak ruszył na tył, ażeby ratować płaczące dziecko i jego matkę, która miała pękniętą czaszkę i złamane obie nogi. Po drodze natrafił na Billa Foulkesa. Razem wyciągnęli na zewnątrz Dennisa Violleta i Bobby'ego Charltona. Busby był na podłodze i narzekał na ból klatki piersiowej i nóg. Niedaleko obok stała stewardessa, sparaliżowana z szoku. W końcu nadjechały samochody i ciężarówki z obsługi lotniska. Ciała szybko załadowano do karetek i odwieziono do Szpitala Rechts der Isar w Monachium.
Pokłosie
Bobby Charlton był jedną z osób, które cudem ocalały z tragediiWieści o katastrofie szybko dotarły do Manchesteru. Żona Marka Jonesa, June dowiedziała się o wszystkim, będąc w supermarkecie. Piłkarze "Czerwonych Diabłów", którzy nie uczestniczyli w wyjeździe do Belgradu, usłyszeli o tragedii od obsługi klubu. Jimmy Murphy, asystent Busby'ego, który pozostał w domu, dowiedział się o wypadku od klubowej sekretarki, Almy George. Już następnego dnia był w Monachium. Chodził od łóżka do łóżka i pocieszał rannych piłkarzy. Ciężko ranny Duncan Edwards zapytał go w pewnym momencie o to, o której godzinie zaczyna się mecz. Busby poprosił Murphy'ego tylko o to, by zajął się klubem.
"Podczas naszych podróży po Europie zawsze siedziałem obok Matta. Zrobiłem jednak tak, jak mi kazał i polecieli do Jugosławii beze mnie. Muszę być szczery i powiem wam, że moje serce było z nimi. Gdy usłyszałem, iż udało nam się awansować do półfinału Pucharu Europy, byłem niezwykle szczęśliwy. Było mi przykro, że nie mogę świętować z nimi" - mówił.
Murphy otrzymał zadanie odbudowy drużyny. Życie pomimo tragedii toczyło się dalej i Manchester United musiał istnieć nadal. - "Nie miałem piłkarzy, ale miałem pracę do wykonania" - kontynuował trener.
Po kilku dniach ciała zmarłych graczy przewieziono do Manchesteru, gdzie w oczekiwaniu na pogrzeb złożono je w siłowni pod główną trybuną na Old Trafford. Teraz w miejscu tym jest kantyna, gdzie obecni piłkarze spotykają się po meczu z kibicami i z zawodnikami drużyn przeciwnych.
Na Old Trafford przybywały tysiące fanów, chcących oddać ostatni hołd zmarłym piłkarzom. Rodziny poprosiły, aby pogrzeby każdej z ofiar były prywatne i osobiste. Każdemu jednak towarzyszyły tłumy pogrążonych w żalu fanów.
W kinach prezentowano filmy z miejsca katastrofy. Kluby i puby opustoszały. Wszystkie mecze rozpoczynały się minutą ciszy. Taksówkarze dowozili fanów i rodziny za darmo w miejsca pogrzebów. W Manchesterze ogłoszono żałobę...
Inne kluby podały "Czerwonym Diabłom" pomocną dłoń. Liverpool i Nottingham Forest jako pierwsze zapytały, czy mogą coś zrobić dla poprawy sytuacji. Futbol otrzymał potworny cios...





Francuski obrońca przyszedł na świat 15 maja 1981 roku w Dakarze. Barw Manchesteru United broni od 2006 roku. Zanim przeniósł się na Old Trafford, był zawodnikiem AS Monaco.








