Ryan Giggs - piłkarz do bicia rekordów
19 lutego 2012, 23:13 | Kornel Kasprowicz | Źródło: ManUtd.com
Legenda Manchesteru United, Ryan Giggs, jest o krok od dziewięćsetnego występu w barwach "Czerwonych Diabłów". Z tej okazji oficjalna strona klubu przeprowadziła wywiad z 38-letnim Walijczykiem, pytając go o bicie kolejnych rekordów, powrót z emerytury Paula Scholesa oraz o największego obecnie rywala mistrzów Anglii, zespół Manchesteru City.
Do rozegrania dziewięciuset spotkań w barwach Manchesteru United brakuje ci tylko jednego występu. Czy przestałeś już zwracać uwagę na kolejne pobijane rekordy?
- [śmiech] Przestałem. Tak naprawdę, nigdy nie zwracałem na nie uwagi. Największym osiągnięciem było pobicie rekordu sir Bobby'ego Charltona, to był wspaniały moment, ale teraz już się na tym nie skupiam. Jestem po prostu dumny. Gdy występowałem po raz 800., nigdy nie przypuszczałem, że zagram 900. mecz, a wcześniej nigdy nie wierzyłem, bym mógł wystąpić więcej razy od sir Bobby'ego. Każde następne spotkanie jest dla mnie bonusem. Jestem dumny, bo 900 spotkań to naprawdę dużo, szczególnie w barwach klubu, któremu kibicuję i którego kocham od tak dawna. Na pewno spokojniej podchodzę do kwestii rekordów niż jeszcze kilka lat temu.
Czy zamierzasz dojść do tysiąca meczów i grać w piłkę po czterdziestce?
- [śmiech] I to dopiero jest pytanie! Raczej trudno to sobie wyobrazić, ale zobaczymy.
Nie jesteś raczej statystą w drużynie, z reguły, gdy tylko jesteś na boisku, masz ogromny wpływ na grę zespołu...
- Tak, kiedy to się zmieni, wówczas będę chciał skończyć grać. Wciąż jednak czuję, że mam wpływ na zespół, zarówno na boisku, jak i poza nim, dlatego kontynuuję karierę.
Ile planowania zajmuje ustalenie tego, kiedy grasz, a kiedy siedzisz na ławce?
- To trudne zadanie. Jest o wiele łatwiejsze, gdy ma się dostępny cały skład. W pomocy, jeśli zdrowi są Anderson, Tom Cleverley i Michael Carrick, możemy to jakoś zaplanować, szczególnie w początkowej fazie sezonu - po prostu wiem, że ci zawodnicy są brani pod uwagę w pierwszej kolejności. Jednak, kiedy przytrafią się kontuzje i menedżer nie ma za bardzo wyboru, będąc zmuszonym wystawić mnie, wtedy jest zupełnie inaczej. Najlepiej chyba czuję się, gdy gram co dziesięć dni albo co dwa tygodnie, ale czasami nie jest to możliwe. Trzeba robić wszystko, by utrzymać odpowiednią kondycję. Zagrałem 90 minut przeciwko Newcastle, a po czterech dniach musiałem zagrać kolejne 90 minut przeciwko Manchesterowi City - takie coś zawsze przytrafi się w ciągu sezonu. Nie jest to idealna sytuacja i menedżerowi również się to nie podoba, ale nic nie można na to poradzić. Mam nadzieję, że wszyscy wrócą do zdrowia i będzie można zastosować większą rotację, żeby utrzymać świeżość grając dwa mecze w tygodniu.
Często słyszymy o szalonym przebiegu ligowego sezonu, ale w obecnych rozgrywkach sytuacja zmienia się jak w kalejdoskopie - najpierw wygrywacie 8:2 z Arsenalem, żeby później ulec u siebie 1:6 Manchesterowi City...
- Tak, nie potrafiliśmy utrzymać stałej formy, ale wydaje mi się, że jedenastki jakie niekiedy musieliśmy wystawiać, wycisnął z całego składu maksimum. Myślę, że gdy tylko cały zespół będzie zdrowy, jesteśmy w stanie triumfować we wszystkich rozgrywkach, w których bierzemy udział. Czasami oczywiście potrzeba trochę szczęścia, żeby wygrywać, ale z drugiej stronie pozostałe drużyny powinny radzić sobie lepiej. My natomiast wciąż pozostajemy w grze, zachowując bardzo dobrą pozycję.
Wspomniałeś o braku stabilnej formy, czy ta sytuacja była przewidziana po odejściu kilku doświadczonych piłkarzy w trakcie letniego okna transferowego?
- Myślę, że tak. Straciliśmy dużo doświadczenia w osobach Wesa Browna, Johna O'Shea, Edwina van der Sara, Gary'ego Neville'a i oczywiście Paula Scholesa [śmiech]. Do tego doszli młodzi piłkarze, a ci potrzebują czasu, żeby się zaaklimatyzować. Trzeba przyznać, że David de Gea, Ashley Young i Phil Jones świetnie sobie radzą w tym sezonie, tak samo jak Danny Welbeck, który wrócił do nas z Sunderlandu - on również prezentuje fantastyczną formę. Ale ogólnie rzecz biorąc, niespójne występy faktycznie mogą być spowodowane odejściem doświadczonych zawodników.
Powrót Paula Scholesa dla wielu ludzi był ogromną niespodzianką. Ty znasz go chyba najlepiej - czy zdawałeś sobie sprawę, że tęskni on za grą w piłkę?
- Cały czas rozmawialiśmy, bo przecież został w klubie. Pytałem go jak mu idzie trenowanie młodzieży, akurat w tym czasie robiłem swoje kursy trenerskie. Sam uważałem, że za wcześnie postanowił odejść na emeryturę - zresztą, sporo osób uważało tak samo. "Scholesy" prawdopodobnie pomyślał, że skoro już podjęło się decyzję, nie można jej zmienić, ale wciąż go widywałem jak trenował. Rozmawiałem czasami ze sztabem rezerw i słyszałem, że wciąż był najlepszy na treningach, dlatego można było pomyśleć, że ciągle jest w stanie grać. Nie było osoby, która by się z tym nie zgadzała i myślę, że jego powrót przed meczem z City był dla wszystkich wspaniałą wiadomością.
Co może dać drużynie obecność Scholesa przed najważniejszą fazą sezonu?
- Bardzo dużo - posiadanie doświadczenie, ogromne umiejętności, szczególnie, gdy młodsi piłkarze są kontuzjowani albo bez formy. To właśnie wtedy trzeba im pomóc. Gdy młodzież jest w gazie, po prosu pozwala się im grać, ale gdy tacy piłkarze tracą pewność siebie albo martwią się, myśląc, że nie zagrali zbyt dobrze, wtedy otrzymują pomoc. To właśnie w takich sytuacjach korzysta się ze swojego doświadczenia, bo przecież niejednokrotnie było się w takich sytuacjach samemu. Gdy byłem młody, bardzo dużo tego typu wsparcia dostałem od Bryana Robsona czy Steve'a Bruce'a.
W jaki sposób ty przekazujesz swoje doświadczenie młodszym i skąd wiesz, że akurat w danym momencie twoje wsparcie jest potrzebne?
- To się po prostu widzi. Jest to takie połączenie między sztabem szkoleniowym a szatnią - niektóre rzeczy zauważa się od razu. To się odnosi szczególnie do mnie, bo nie gram w każdym meczu, więc częściej jestem obserwatorem i widzę, co może pomóc młodszym zawodnikom. Czasami jest to naprawdę drobna rzecz, ale daje to efekt przypomnienia im w czym są tak naprawdę dobrzy, że trzeba ciężko trenować i dawać z siebie wszystko podczas tych treningów. A potem, prędzej czy później, gdy przytrafi im się nieco słabsza dyspozycja, to wszystko do nich wróci i pomoże.
Przez większość tego sezonu to Manchester City nadawał tempo rozgrywkom - jak postrzegasz ich dość niespodziewaną wielką formę?
- Patrząc na ich jakość, spodziewaliśmy się, że będą na topie. Jednak oprócz dobrania sobie zespołu, trzeba także zachować dobrą formę, co udało im się osiągnąć w tym sezonie, właśnie dlatego cały czas są na fotelu lidera. To dla nas wyzwanie, wiemy czego się spodziewać w najbliższych tygodniach... Teraz musimy tylko czekać na rozwój wydarzeń.
Czy "The Citizens" pozostaną jednym z faworytów Premier League na dłużej?
- Myślę, że tak. Nie można zapominać o posiadanych przez nich pieniądzach, a także piłkarzach, których sprowadzili i szerokim składzie. Ich jedynym zmartwieniem może być tylko utrzymanie tych zawodników w dobrych nastrojach. Widać, że Man City chce wylać fundamenty dla drużyny na następne 10, 20 czy 30 lat. O tym, czy tak się faktycznie stanie, będziemy musieli się dopiero przekonać.
Czy na Manchesterze City ciąży w tym sezonie większa presja wygrania Premier League z powodu zainwestowania w zespół dużych pieniędzy?
- Tak, myślę, że większość kibiców postrzega ich jako faworytów, bo są liderami tabeli, a także dlatego, że mają bardzo dobrą drużynę i, przynajmniej w pierwszej połowie sezonu, grali bardzo dobry futbol. Tak naprawdę wszystko zależy od tego, który klub lepiej sobie z tą presją poradzi. A przecież do walki włączył się także Tottenham Hotspur. W wygrywaniu ligi zawsze trzeba mieć ten łut szczęścia w kwestii kontuzji i decyzji - mam nadzieję, że to szczęście będzie po naszej stronie.
Co może dać Manchesterowi United przewagę w decydującym etapie ligowego sezonu?
- Myślę, że doświadczenie wygrywania rozgrywek w przeszłości, szczególnie z naszym menedżerem. Mówiąc to, trzeba zauważyć, że oni również mają doświadczonych piłkarzy, którzy już zdobywali tytuły mistrzowskie. My z kolei mamy niezłą mieszankę doświadczenia i głodu zwyciężania: w składzie są przecież starsi zawodnicy, znający to uczucie wygrywania, ale też młodzi, którzy jeszcze niczego nie zdobyli. Mam nadzieję, że właśnie to da nam przewagę.
Tagi:
Zobacz także:
- Valencia spodziewał się najgorszego (Sky Sports)
- Eriksen zaszczycony pochwałami Fergusona (Sky Sports)
- Nani zadowolony z powrotu kontuzjowanych (Sky Sports)
- Ferguson: Scholes nie dla reprezentacji (Sky Sports)
- Galeria: solidna zaliczka przed rewanżem (zimbio.com, Facebook)





Francuski obrońca przyszedł na świat 15 maja 1981 roku w Dakarze. Barw Manchesteru United broni od 2006 roku. Zanim przeniósł się na Old Trafford, był zawodnikiem AS Monaco.








