Raport: 25. kolejka Premier League
17 lutego 2012, 13:19 | Sz. Bakalarski, C. Piech, P. Pikuła | Źródło: własne
Wielkie emocje w spotkaniu beniaminków, niespodziewana porażka Chelsea z Evertonem i pogrom zespołu Wolverhampton Wanderers, po którym pracę stracił Mick McCarthy, a także cztery asysty Emmanuela Adebayora - to, oprócz szlagieru na Old Trafford, najbardziej znaczące wydarzenia 25. kolejki rozgrywek Premier League. Jak co tydzień, choć tym razem z kilkudniowym opóźnieniem, prezentujemy naszym czytelnikom podsumowanie zmagań zespołów angielskiej ekstraklasy. Zapraszamy do przypomnienia sobie przebiegu wszystkich rozegranych w zeszły weekend meczów, tym bardziej, że następne ligowe spotkania obejrzymy dopiero za tydzień.
Blackburn Rovers - Queens Park Rangers 3:2 (3:0)
Bramki: Yakubu 15', N'Zonzi 23', Onuoha 45' (sam.) - Mackie 71' 90'.
Na Ewood Park mierzyły się zespoły, które w tabeli dzieliły tylko trzy punkty. Ekipa Blackburn nadal rozpaczliwie walczy o wydostanie się ze strefy spadkowej, natomiast drużyna Queens Park Rangers dość niebezpiecznie traci punkty i spada coraz niżej w tabeli. Mecz rozpoczął się idealnie dla gospodarzy. Już po pierwszym kwadransie gry podopieczni Steve'a Keana wyszli na prowadzenie, na które wyprowadził ich niezawodny Yakubu. Nigeryjczyk ograł Antona Ferdinanda i nie dał szans bramkarzowi QPR. Dla napastnika Blackburn było to już 13. trafienie w lidze w tym sezonie. Piłkarze "Rovers" poszli za ciosem i po kilku minutach strzelili drugą bramkę, której autorem był Steven N'Zonzi. Trzeba przyznać, że Francuz w sobotnie popołudnie rozgrywał świetne spotkanie, bo, oprócz trafienia, zaliczył jeszcze asystę przy golu Yakubu. W ostatniej minucie doliczonego czasu gry do pierwszej połowy mocny strzał na bramkę oddał David Hoilett, a uderzona przez niego piłka odbiła się od Neduma Onuohy i całkowicie zmyliła bramkarza gości. Początek drugiej połowy to ciągła przewaga gospodarzy. Najlepszą okazję miał Yakubu, jednak jego silne uderzenie wylądowało na poprzeczce. W kolejnych minutach sytuacja się odmieniła i to ekipa Marka Hughesa przejęła inicjatywę. Zespół przyjezdnych stwarzał świetne okazje, jednak brakowało precyzji, ponadto świetnie w bramce gospodarzy spisywał się Paul Robinson, który obronił groźne strzały Adela Taarabta i Neduma Onuohy. Piłkarze z Londynu wreszcie dopięli swego i w 71. minucie bramkę na 3:1 zdobył Jamie Mackie. Ten sam piłkarz zdobył drugiego gola dla QPR, a jego piękne trafienie w samo okienko bramki Robinsona zostało wybrane na trafienie kolejki. Goście trochę za późno wzięli się za odrabianie strat i na uratowanie choćby jednego punktu zabrakło czasu.

Bolton Wonderers - Wigan Athletic 1:2 (0:1)
Bramki: Davies 67' - Caldwell 43', McArthur 76'.
W meczu dwóch outsiderów ligi zmierzyły się zespoły Boltonu Wonderers oraz Wigan Athletic. Pierwsza z drużyn przystępowała do gry w dużo lepszym nastroju, gdyż nie przegrała w ostatnich trzech meczach przed własną publicznością. Natomiast podopieczni Roberto Martineza pozostawali bez wygranej od 12 października. Jednak tym razem los mógł być szczęśliwy dla przyjezdnych. W dodatku pomógł mu Gary Caldwell w 43. minucie meczu, kiedy to uderzył piłkę głową po dośrodkowaniu z rzutu rożnego, a ta zatrzepotała w siatce. Było to mocne zwieńczenie pierwszej, dość wyrównanej, części spotkania. Po przerwie widać było większą determinację "Kłusaków" i wiarę w uzyskanie korzystnego rezultatu. Starania o odrobienie jednobramkowej straty przyniosły skutek w 67. minucie, kiedy to atomowym strzałem zza linii 16 metrów popisał się pomocnik Mark Davies. To trafienie bez wątpienia można uznać za jedno z najładniejszych w 25. kolejce spotkań, nie wystarczyło ono jednak do zdobycia choćby jednego punktu, gdyż zespół Wigan odpowiedział na nie najlepiej jak mógł. W 76. minucie Victor Moses wygrał pojedynek biegowy na lewej flance, wbiegł w pole karne i uderzył w długi róg bramki Adama Bogdana. Węgier obronił uderzenie Anglika, ale przy dobitce Jamesa McArthura był bezradny i w taki oto sposób goście zapewnili sobie bardzo cenne w kontekście walki o utrzymanie trzy punkty.

Everton FC - Chelsea FC 2:0 (1:0)
Bramki: Pienaar 5', Stracqualursi 71'.
Dobrze spisujący się w ostatnich meczach Everton podejmował na własnym stadionie drużynę Chelsea. Londyńczycy zremisowali ostatnie trzy spotkania i starcie na Goodison Park miało być przełamaniem dla drużyny Andre Villasa-Boasa. Mecz jednak już od początku nie przebiegał po myśli portugalskiego szkoleniowca, bo to drużyna Evertonu dominowała od pierwszych minut. Gospodarze na prowadzenie wyszli już w 5. minucie meczu, a bramkę zdobył Steven Pienaar. Pomocnik z południowej Afryki odżył po powrocie do swojego byłego klubu, gdzie spisuje się bardzo dobrze. Dominacja ekipy Davida Moyesa nie podlegała dyskusji. "The Toffees" byli bardziej zdeterminowani, oddawali więcej strzałów i raz po raz nękali defensywę londyńczyków. O słabości piłkarzy Chelsea świadczy fakt, że w pierwszej połowie oddali tylko 2 strzały, a żaden z nich nawet nie trafił w światło bramki. Piłkarze z Liverpoolu grali konsekwentnie, a efektem tego była bramka zdobyta przez Denisa Stracqualursiego, którego świetnym prostopadłym podaniem obsłużył Landon Donovan. Duży udział przy bramce Argentyńczyka miała bierna postawa obrony Chelsea. "The Blues" nie potrafią wygrać już od czterech spotkań z rzędu, a ich gra wygląda bardzo źle. Tym razem nie pomógł nawet powrót jednego z liderów zespołu z Londynu, Franka Lamparda. Chelsea przegrała trzeci mecz wyjazdowy z rzędu. To pierwsza taka sytuacja, od kiedy Roman Abramovich kupił klub w 2003 roku. Everton z kolei podtrzymał swoją świetną formę i zgarnął kolejne 3 punkty w meczu z zespołem z czołówki, a tym samym kolejny raz poprawił swoje miejsce w tabeli.

Fulham FC - Stoke City 2:1 (2:0)
Bramki: Pogrebniak 16', Sorensen 28' (sam.) - Shawcross 78'.
W meczu drużyn środka tabeli angielskiej ekstraklasy, czyli Fulham i Stoke, działo się naprawdę sporo, mimo że oba zespoły nie walczą już raczej o udział w europejskich pucharach. Wynik otworzył w 13. minucie debiutujący w barwach "The Cottagers" Rosjanin Paweł Pogrebniak. Przejął on piłkę po strzale Johna Arne Riisego i ze spokojem umieścił ją w bramce z odległości dwunastu metrów. Po objęciu prowadzenia podopieczni Martina Jola postanowili pójść za ciosem, a na efekty nie trzeba było długo czekać. Już w 28. minucie na strzał z dystansu zdecydował się Clint Dempsey, piekielnie mocne uderzenie Amerykanina odbiło się od poprzeczki, potem od pleców Sorensena i wpadło do siatki. Ostatecznie gol został zaliczony jako samobójcze trafienie Duńskiego bramkarza. Do przerwy mogło być nawet 3:0, lecz w sytuacji oko w oko z golkiperem Stoke pomylił się Damien Duff. W drugiej odsłonie spotkania tempo gry nieco spadło, a swoje okazje zmarnowali zarówno goście, jak i gospodarze, mylili się kolejno Matthew Upson oraz wspomniany Dempsey. W 78. minucie padła kontaktowa bramka dla podopiecznych Tony'ego Pulisa. Stoke w pozornie niegroźnej sytuacji wywalczyło rzut rożny, a dośrodkowanie Penanta ze stałego fragmentu gry wykorzystał Ryan Shawcross, który ładnym strzałem głową nie dał szans Markowi Schwarzerowi. Mimo że w ostatnim kwadransie gry goście przycisnęli, nie udało im się wyrównać stanu meczu. Najbliżej tego był Peter Crouch, który w zamieszaniu podbramkowym zdołał uderzyć piłkę, ale niestety posłał ją nad poprzeczką. Co więcej, zwycięstwo Fulham mogło być jeszcze bardziej okazałe, w piątej minucie doliczonego czasu gry aktywny w całym meczu Dempsey przegrał pojedynek sam na sam z... bramką, trafiając w słupek, po tym jak dość szczęśliwie minął Sorensena.

Sunderland - Arsenal FC 1:2 (0:0)
Bramki: McClean 70' - Ramsey 75', Henry 90'.
W jednym z ciekawiej zapowiadających się spotkań 25. kolejki Premier League naprzeciw siebie stanęły drużyny Sunderlandu oraz Arsenalu. Warto dodać, że oba zespoły przystępowały do sobotniej potyczki w dobrych humorach, bowiem "Kanonierzy" przed tygodniem rozgromiły Blackburn Rovers aż 7:1, a zespół Martina O'Neilla w ostatnich trzech meczach zdobył komplet punktów, co zapowiadało ogromne emocje. Niestety pierwsza połowa rozczarowała kibiców zgromadzonych na Stadium of Light. Oba zespoły grały bardzo przeciętnie, a walka o piłkę toczyła się głównie w środkowej strefie boiska. Jedynymi okazjami strzeleckimi były uderzenia Robina van Persiego oraz Theo Walcotta, sytuacji tych nie można było jednak uznać za stuprocentowe. Po przerwie odrobinę śmielej do ataku ruszyli gospodarze, a pozornie niegroźne ataki zakończyły się ich wyjściem na prowadzenie. Okoliczności gola otwierającego wynik były jednak nieco kontrowersyjne. Prowadzący piłkę w okolicach 20. metra od własnej bramki Per Mertesacker doznał kontuzji i padł na murawę trzymając się za kostkę, natomiast rozpędzony McClean, który nie widział albo nie chciał zauważyć zwijającego się z bólu Niemca, przejął piłkę i umieścił ją w długim rogu bramki strzeżonej przez Wojciecha Szczęsnego. Na taki obrót wydarzeń zareagował Arsene Wenger, który do wprowadzonego wcześniej Thierry'ego Henry'ego, dorzucił jeszcze pełniącego w tym meczu rolę rezerwowego, Aarona Ramseya. Jak się okazało zmiany te były kluczowe dla przebiegu spotkania. Już parę minut po wejściu na boisko młody Walijczyk wyrównał stan rywalizacji, uderzając piłkę z 18 metrów. Futbolówka odbiła się jeszcze od dwóch słupków i wturlała się za linię obok bezradnego Simona Mignoleta. Remis był nie do końca zadowalający dla obu drużyn, więc zanosiło się na bardzo emocjonujący ostatni kwadrans gry. Choć sytuacji nie było za wiele, finał widowiska był przedni, a nokautujący cios zadali "Kanonierzy". Głównym jego autorem był drugi z wprowadzonych zawodników, Henry, który strzelając bramkę w doliczonym czasie po dośrodkowaniu Andrija Arszawina nie tylko zapewnił drużynie niezwykle ważne 3 punkty, ale również znakomicie przypieczętował swój udany powrót do Premier League.

Swansea City - Norwich City 2:3 (1:0)
Bramki: Graham 23' 87' (k.) - Holt 47' 63', Pilkington 51'.
Świetnie spisujące się zespoły beniaminków nie zwalniają tempa. Na Liberty Stadium kibice oglądali prawdziwy spektakl. Spotkanie bardzo dobrze rozpoczęło się dla Swansea, bo to gospodarze jako pierwsi strzelili gola. W 23. minucie na listę strzelców wpisał się Danny Graham, a asystował mu Nathan Dyer. Od początku drugiej odsłony do pracy zabrali się jednak goście. Dwie minuty po wznowieniu gry, po podaniu Andrew Surmana, celnym strzałem głową popisał się Grant Holt, doprowadzając tym samym do wyrównania. W 51. minucie Norwich prowadziło już 2:1. Tym razem do siatki Swansea trafił Anthony Pilkington, który wykorzystał podanie Elliotta Bennetta. Goście nie zamierzali jednak na tym poprzestawać. W 63. minucie padła trzecia bramka. Po raz drugi na listę strzelców wpisał się Holt, który bardzo pewnie wykorzystał sytuacje jeden na jednego z Michaelem Vormem. Piłkarze "Łabędzi" nie zamierzali się jednak poddawać i w samej końcówce meczu faulowany w polu karnym był Ashley Williams, a jedenastkę na gola zamienił Danny Graham. Dla napastnika gospodarzy był to 10. gol w sezonie. W ostatniej minucie meczu Swansea miała okazję na remis, lecz John Ruddy nie dał się zaskoczyć Markowi Gowerowi. Dzięki zwycięstwu, Norwich wyprzedziło w tabeli zespół Sunderlandu. Piłkarze "Kanarków" zajmują w tabeli 8. miejsce i są rewelacją tegorocznych rozgrywek. Swansea plasuje się na 11. pozycji z dość bezpieczną przewagą nad strefą spadkową.

Tottenham Hotspur - Newcastle United 5:0 (4:0)
Bramki: Assou-Ekotto 4', Saha 6' 20', Kranjcar 34', Adebayor 65'.
W sobotę doszło do spotkania dobrze spisującego się w tym sezonie Tottenhamu, który zajmuje obecnie trzecie miejsce w Premier League, z szóstym Newcastle United. Od początku spotkania na White Hart Lane słychać było pieśni na cześć trenera drużyny gospodarzy, Harry'ego Redknappa. Miało to związek z rezygnacją Fabio Capello z funkcji selekcjonera reprezentacji Anglii. Wśród bukmacherów to właśnie Redknapp jest faworytem do objęcia tego stanowiska, póki co jest on na razie odpowiedzialny za wyniki londyńskiej drużyny, która tego dnia dała strzelecki popis na własnym stadionie. Jako pierwszy na listę strzelców wpisał się Benoit Assou- Ekotto, który po podaniu Emanuela Adebayora z prawej strony boiska, trafił do pustej bramki. Zaledwie chwilę później, bo już w 6. minucie, prowadzenie podwyższył nowy nabytek "Kogutów", Louis Saha. Dominacja gospodarzy w tym meczu była niezaprzeczalna. W 20. minucie do siatki ponownie trafił Francuz po przytomnym odegraniu Adebayora. Swoją czwartą asystę zawodnik reprezentacji Togo zaliczył w 34. minucie przy golu Niko Kranjcara. Jeżeli chodzi o próby zagrożenia bramce gospodarzy przez graczy Alana Padrewa w pierwszej połowie, to jedyną wartą odnotowania był strzał Demby Ba z rzutu wolnego, który przeszedł obok słupka. W drugiej połowie nic się nie zmieniło. Nadal to gospodarze dyktowali warunki gry. Wreszcie w 64. minucie swojego pierwszego gola w tym meczu zdobył ten, który asystował przy wszystkich poprzednich. Emmanuel Adebayor strzałem z bliskiej odległości pokonał Tima Krulla, tym samym ustalając wynik spotkania na 5:0 dla gospodarzy. Ostatni raz 4 asysty w jednym meczu zaliczył Cesc Fabregas w październiku 2009 w spotkaniu Arsenal - Blackburn. Natomiast był to drugi raz w historii Premier League, gdy Tottenham strzelił 4 gole jeszcze przed przerwą. Pierwszy raz miało to miejsce w marcu 2000 w meczu z Southampton.

Wolverhampton Wanderers - West Bromwich Albion 1:5 (1:1)
Bramki: Fletcher 45' - Odemwingie 34' 78' 88', Olsson 65', Andrews 85'.
W 146. "Black Country derby" zespół West Bromwich Albion wręcz zdemolował drużynę Wolverhampton Wonderers na ich własnym stadionie. Głównym aktorem tego widowiska był zdobywca trzech goli, Peter Odemwingie. Pierwsza połowa spotkania w najmniejszym stopniu nie zapowiadała jednak takiego pogromu. Co prawda gola otwierającego wynik meczu zdobyli goście, ale uczynili to dość szczęśliwie. W 34. munucie meczu na uderzenie zza pola karnego zdecydował się wspomniany wcześniej Nigeryjczyk, piłka po drodze odbiła się od zawodnika "Wilków", całkowicie zmyliła bramkarza i trafiła do bramki. Rozjuszeni utratą gola gospodarze ruszyli do ataku i jeszcze przed przerwą doprowadzili do wyrównania. Po serii krótkich podań na jeden kontakt w dogodnej sytuacji znalazł się Steven Fletcher, uderzył on bez większego zastanowienie lewą nogą z powietrza i trafił idealnie w długi róg bramki strzeżonej przez Bena Fostera. W drugiej części meczu goście zdominowali całkowicie podopiecznych Micka McCarthy'ego, aplikując im aż 4 gole. Pierwszego z nich zdobył Olsson. Wykorzystał on, nieprawdopodobne wręcz, zamieszanie w polu karnym i liczne błędy defensywy oraz bramkarza gospodarzy, umieszczając piłkę w siatce z kilku metrów. W dosyć podobny sposób padł kolejny gol, jednak tym razem sprytem wykazał się Odemwinge. W 85. minucie wynik na 4:1 dla gości podwyższył Andrews, który precyzyjnie uderzył piłkę z 18 metrów po wycofaniu jej przez Morrisona. Dzieła zniszczenia dopełnił, kompletując przy tym hat-tricka, Peter Odemwinge, strzelając z niewielkiej odległości obok bezradnego golkipera gospodarzy. Jak się okazało tak wysoka porażka była brzemienna w skutkach dla menadżera "Wilków", bowiem kierownictwo klubu z Molineux zdecydowało się zwolnić Irlandczyka dzień po meczu.

Aston Villa - Manchester City 0:1 (0:0)
Bramka: Lescott 63'.
Meczem kończącym kolejkę było spotkanie słabo spisującej się Aston Villi z prowadzącym w tabeli Manchesterem City. Ekipa przyjezdnych musiała wystąpić bez braci Toure, przebywających na Pucharze Narodów Afryki. Alex McLeish nie mógł natomiast wystawić leczącego kontuzję Gabriela Agbonlahora. Od samego początku dominowali faworyci. Kolejne kapitalne spotkanie rozgrywał David Silva, który idealnie dyktował tempo gry i zagrywał mnóstwo prostopadłych piłek. Pierwsza połowa zakończyła się bezbramkowym remisem, mimo wyraźnej przewagi "The Citizens". Świetnie w bramce Aston Villi spisywał się Shay Given, a najgroźniejszą okazją było uderzenie w słupek z 25 metrów Adama Johnsona. Po przerwie obraz wydarzeń boiskowych nie uległ zmianie. Mecz wyglądał tak, jakby ekipa "The Villans" chciała koniecznie ugrać jeden punkt. Plan McLeisha się nie powiódł, bo po jednym z rzutów rożnych gola zdobył Joleon Lescott. Dla Anglika był to 20. gol zdobyty w historii występów w Premier League. Jest on dwunastym obrońcą któremu udała się ta sztuka od czasu powstania ligi. Po stracie gola Aston Villa zaczęła grać odważniej i w doliczonym czasie gry stworzyła sobie najlepszą okazję do zdobycia gola. Po rzucie rożnym przewrotką z kilku metrów uderzył Darren Bent, jednak jego strzał instynktownie obronił Joe Hart. Bez wątpienia interwencja bramkarza Manchesteru jest paradą kolejki. Hart zachował 11. czyste konto w sezonie i jest to najlepszy wynik w całej lidze. Podopieczni Manciniego nie zawiedli i odzyskali utraconą w sobotę pozycję lidera. Ich przewaga nad Manchesterem United nadal wynosi 2 punkty.
Tagi:
Zobacz także:
- LE: Ferguson niezadowolony po meczu (manutd.com)
- Valencia nie zagra przez miesiąc (ManUtd.com)
- LE: Man Utd wygrywa w debiucie (własne)
- Galeria: trening w Amsterdamie (zimbio.com)
- Scholes: Giggs idealnym następcą Fergusona (Sky Sports)





Francuski obrońca przyszedł na świat 15 maja 1981 roku w Dakarze. Barw Manchesteru United broni od 2006 roku. Zanim przeniósł się na Old Trafford, był zawodnikiem AS Monaco.








