Raport: 23. kolejka Premier League
3 lutego 2012, 01:12 | Sz. Bakalarski, C. Piech, P. Pikuła | Źródło: własne
Miniona kolejka Premier League była bardzo udana dla Manchesteru United. Podopieczni sir Aleksa Fergusona nie tylko w przekonujący sposób pokonali u siebie Stoke City, ale również dogonili w tabeli lidera ekstraklasy, Manchester City. "The Citizens" przegrali bowiem dość niespodziewanie z Evertonem na Goodison Park. Szczęścia nie miały również najsilniejsze ekipy z Londynu - zarówno Arsenal, jak i Chelsea zremisowały swoje spotkania z teoretycznie słabszymi rywalami. O tych, a także pozostałych spotkaniach 23. kolejki ligi angielskiej przeczytacie w naszym co tygodniowym podsumowaniu.
Swansea City - Chelsea FC 1:1 (1:0)
Bramki: Sinclair 39' - Taylor 90' (sam.).
Czwarta drużyna tabeli, Chelsea, wyjeżdżała do Swansea bez Franka Lamparda i uczestniczącego w Pucharze Narodów Afryki, Didiera Drogby. W kadrze na mecz znalazł się natomiast najnowszy nabytek Andre Villasa-Boasa, Gary Cahill. Mecz na Liberty Stadium od samego początku był wyrównany i pierwszą okazję do strzelenia gola mieli piłkarze Brendana Rodgersa. Petr Cech wyszedł przed pole karne i nie zdążył wrócić do bramki, a strzały Gylfi Sigurdssona i Danny'ego Grahama obronili obrońcy Chelsea. Pod koniec pierwszej połowy gospodarze wyszli na prowadzenie po technicznym uderzeniu Scotta Sinclaira, byłego piłkarza "The Blues". Dla młodego Anglika było to 7. trafienie w sezonie. W drugiej połowie kilka okazji na podwyższenie wyniku mieli piłkarze Swansea, jednak brakowało celności i skuteczności. Na pięć minut przed końcem meczu Andre Marriner wyrzucił z boiska Ashleya Cole'a, który otrzymał drugą żółtą i w konsekwencji czerwoną kartkę, która eliminuje go z meczu z Manchesterem United. Gdy wydawało się, że wynik nie ulegnie już zmianie, indywidualną akcję przeprowadził Jose Bosingwa. Portugalczyk oddał silny strzał, a Neil Taylor tak niefortunnie przeciął lot piłki, że umieścił ją we własnej bramce. Drużyna Swansea nie przegrała żadnego z siedmiu spotkań, w których jako pierwsza strzelała bramkę (5 zwycięstw i 2 remisy). Liberty Stadium jest bardzo trudnym terenem dla przyjezdnych, o czym dotkliwie przekonali się podopieczni Andre Villasa-Boasa, a kilka tygodni wcześniej londyński Arsenal. U siebie "The Swans" przegrali tylko raz, a jedyną drużyną, która wywiozła trzy punkty z Walii był Manchester United.

Tottenhham Hotspurs - Wigan Athletic 3:1 (2:0)
Bramki: Bale 29' 64', Modrić 34' - McArthur 80'.
W Londynie na White Hart Lane doszło do starcia walczącego o podium Tottenhamu z broniącą się przed spadkiem drużyną Wigan Athletic. Po remisie z Wolverhampton Wanderers i porażce z Manchesterem City ekipa prowadzona przez Harry'ego Redknappa, musiała zdobyć 3 punkty z Wigan, jeśli nadal chciała się liczyć w walce o tytuł i udział w prestiżowej Lidze Mistrzów. Od samego początku faworyci zdecydowanie przeważali i już w 29. minucie wynik spotkania otworzył Gareth Bale, który wykorzystał ponad 20-metrowe, fenomenalne zagranie Luki Modrica. Podanie Chorwata spokojnie może kandydować do asysty sezonu. Kilka minut później golkiper gości, Ali Al-Habsi drugi raz musiał wyjmować piłkę z siatki, tym razem po silnym strzale zza pola karnego Modrica. Po przerwie nadal zdecydowanie dominowały "Koguty", a wynik na 3:0 podwyższył Bale. Dla walijskiego skrzydłowego był to już 11. gol zdobyty w tym sezonie na boiskach Premier League. Wigan stać było tylko na strzelenie honorowej bramki autorstwa Jamesa McAtrhura. W końcówce swoją szansę na pierwszego w karierze hattricka miał Bale, jednak jego strzały w dobrym stylu bronił Al-Habsi. Tottenham odniósł ważne zwycięstwo i odskoczył od Chelsea na różnicę siedmiu punktów. "The Latics" przegrali czwarty mecz z rzędu i nadal zajmują ostatnie miejsce w tabeli. Ciekawostką jest, że podopieczni Harry'ego Redknappa oddali w tym sezonie najwięcej strzałów spośród wszystkich zespołów w Premier League, w sumie uderzali na bramkę rywali aż 152 razy.

Wolverhampton Wanderers - Liverpool FC 0:3 (0:0)
Bramki: Carroll 52', Bellamy 61', Kuyt 78'.
We wtorek na Molineux Stadium zawodnicy Wolverhampton Wanderers zmierzyli się z drużyną Liverpoolu. Pierwsza połowa spotkania była wyrównana, z lekkim wskazaniem na gości, którzy mimo stwarzanych sytuacji bramkowych nie potrafili ich wykorzystać. Bramki zaczęły padać dopiero w drugiej odsłonie meczu i należały jedynie do zawodników z Anfield Road. Strzelanie rozpoczął Andy Carroll w 52. minucie. Po dośrodkowaniu Craiga Bellamy'ego angielski napastnik z bliskiej odległości pokonał golkipera gospodarzy. Niespełna dziesięć minut później, po samodzielnej akcji i strzale z 15 metrów, Bellamy zmieścił futbolówkę przy prawym słupku. Cała druga połowa to dominacja Liverpoolu o czym świadczą statystki: w sytuacjach bramkowych było 18:3, natomiast w strzałach na bramkę 11:2 dla gości. Tym, który przypieczętował zwycięstwo gospodarzy, był Dirk Kuyt. Co ciekawe, była to jego bramka numer 50 w Premier League. Holender ustanowił rekord, jeżeli chodzi o przerwę między golem 49. a 50, która wyniosła aż 22 kolejki. Poprzedni rekord należał do Damiena Duffa, który nie potrafił zdobyć kolejnego gola przez 13 kolejek. Liverpool zajmuje obecnie 6. lokatę w tabeli Premier League z dorobkiem 38 punktów.

Everton FC - Manchester City 1:0 (0:0)
Bramka: Gibson 60'.
We wtorkowy wieczór na Goodison Park doszło do starcia pomiędzy miejscowym Evertonem i liderem Premier League, Manchesterem City. Początek spotkana przez chwilę należał do gospodarzy, którzy mogli objąć prowadzenie po strzale Denisa Stracqualursiego. Była to jedna z nielicznych okazji Evertonu w pierwszej połowie. Inicjatywa należała do gości, jednak poza kapitalnym strzałem Samira Nasriego w poprzeczkę, więcej emocji wzbudził jeden z kibiców, który w ramach protestu wbiegł na murawę i... przykuł się kajdankami do słupka bramki strzeżonej przez Joe Harta.
Druga część meczu przebiegała pod dyktando zawodników Manchesteru, którym brakowało skuteczności. Niespodziewanie w 60. minucie doszło do sytuacji, która rozpaliła kibiców nie tylko w Liverpoolu, ale również i w... Manchesterze. Po stracie piłki w środku pola przez Edina Dżeko, zawodnicy Evertonu ruszyli do ataku. Bohaterem tej akcji został Darron Gibson, który mocnym uderzeniem (do jakich przyzwyczaił kibiców, grając w barwach Manchesteru United) sprzed pola karnego pokonał bramkarza "The Citizens". Do końca spotkania wynik nie uległ już zmianie i trzy punkty zostały na Goodison Park. Tym samym była to trzecia porażka podopiecznych Roberto Manciniego w sezonie i ósma w ciągu ostatnich dziesięciu spotkań z drużyną Davida Moyesa.

Aston Villa - Queens Park Rangers 2:2 (1:2)
Bramki: Bent 45', N'Zogbia 79' - Cisse 12', Warnock 29' (sam.).
W pierwszym środowym spotkaniu na Villa Park byliśmy świadkami świetnego widowiska. Przyczynił się do niego, między innymi, debiutujący w barwach beniaminka Premier League, Djibril Cisse, który w 12. minucie meczu świetnie zmieścił piłkę w długim rogu bramki Shaya Givena. Asystę przy tym golu zaliczył, po nieco szczęśliwym zagraniu, Shaun Wright-Phillips. Dość niespodziewanie, po 30 minutach gry było już 2:0 dla zespołu Marka Hughesa. Tym razem gola zdobył... obrońca "The Villans", Stephen Warnock, który w znany tylko sobie sposób skierował piłkę głową do własnej bramki. Ambitna walka gospodarzy opłaciła się jeszcze w pierwszej połowie, bowiem zdobyciem gola do szatni popisał się, będący ostatnio w zabójczej formie, Darren Bent. Asystę przy trafieniu Anglika zaliczył Alan Hutton. Warto wspomnieć, że w międzyczasie kontrowersyjną decyzję o niepodyktowaniu karnego dla Aston Villi podjął sędzia spotkania, Neil Swarbrick. Arbiter zignorował bowiem ewidentne zagranie ręką jednego z zawodników gości w obrębie własnej "szesnastki". Od początku drugiej części meczu do ataku ruszyli podopieczni Aleksa McLeisha, jednak na drodze napastników, a głównie Robbie'ego Keane'a stawał dobrze dysponowany Patrick Kenny. W końcu, w 79. minucie, jednak skapitulował po ładnym strzale z woleja Charlesa N'Zogbii, który wykorzystał dobre dośrodkowanie Stiliana Petrowa. "The Villans" rozochoceni wyrównującym golem za wszelką cenę chcieli zainkasować trzy punkty, jednak wynik nie uległ już zmianie i mecz na Villa Park zakończył się podziałem punktów.

Blackburn Rovers - Newcastle United 0:2 (0:1)
Bramki: Dann (sam.) 12', Obertan 90'.
W środowym meczu na Ewood Park spotkały się drużyny z przeciwnych biegunów tabeli Premier League. Spotkanie bardzo korzystnie ułożyło się dla gości z Newcastle. Już w 12. minucie meczu po uderzeniu zza pola karnego Ryana Taylora bardzo niefortunnie interweniował Scott Dann, który odbił piłkę tak, że zmyliła ona kompletnie bramkarza gospodarzy i zatrzepotała w siatce. Jak się potem okazało był to dopiero początek kłopotów obrońcy Blackburn. Po stracie bramki do ataku ruszył zespół Steve'a Keana, w wyniku czego dużo pracy miał, znakomicie spisujący się tego wieczoru, Tim Krul. Swój popis dał głównie w 43. minucie spotkania. Wtedy to faulowany w polu karnym był debiutant na angielskich boiskach, Anthony Modeste. "Jedenastki" na bramkę nie potrafił jednak zamienić David Dunn, a dobrą interwencją zabłysnął młody bramkarz "Srok". Druga połowa, podobnie jak pierwsze 45 minut, toczyła się pod dyktando zespołu z Ewood Park, ale razili oni nieskutecznością i nie udało im się pokonać holenderskiego golkipera. Co więcej, w samej końcówce meczu zabójczą kontrą popisali się przyjezdni z Tyneside - dobre prostopadłe podanie Petera Lovenkrandsa wykorzystał wprowadzony chwilę wcześniej Gabriel Obertan, nie dając szans bramkarzowi rywali w sytuacji sam na sam i jednocześnie ustalając wynik meczu na 2:0 dla "Srok". Trzeba jednak przyznać, że taki rezultat jest nieco krzywdzący dla Rovers, którzy nie odstawali w żadnym aspekcie gry od wyżej notowanego rywala.

Bolton Wanderers - Arsenal FC 0:0
W kolejnym meczu 23. kolejki angielskiej ekstraklasy Arsenal przyjeżdżał na Reebok Stadium, aby przełamać fatalną passę trzech porażek z rzędu. Zespół Arsena Wengera rozpoczął mecz bardzo zdecydowanie. Podopieczni francuskiego szkoleniowca szybko rozgrywali piłkę i ruszyli z całym impetem do ataku. Już w pierwszym kwadransie gry "Kanonierzy" stworzyli kilka dogodnych sytuacji do objęcia prowadzenia, ale dobrze albo interweniował Adam Bogdan, albo skutecznie wspomagali go obrońcy. Z biegiem czasu gra się wyrównała, swoje dwie okazje mieli także zawodnicy Boltonu za sprawą Davida N'Goga. Były napastnik Liverpoolu w pierwszej z nich przegrał pojedynek ze Wojciechem Szczęsnym, a w drugiej posłał piłkę minimalnie obok słupka. W odpowiedzi sytuację sam na sam zmarnował Theo Walcott, który nie zmieścił piłki między nogami wychodzącego bramkarza "Kłusaków". Pierwsza połowa, mimo wielu strzałów, zakończyła się bezbramkowym rezultatem, ale kibice obu drużyn na brak emocji nie mogli narzekać. Druga część meczu do złudzenia przypominała początkowe 45 minut. Swoje szanse mieli zarówno zawodnicy Arsenalu - poprzeczka i słupek Van Persiego, jak i Boltonu - niepodyktowany rzut karny po zahaczeniu Marka Daviesa przez Szczęsnego, jednak żaden zawodnik nie potrafił zdobyć wymarzonej bramki i skończyło się na wyniku 0:0. Bezbramkowy remis z przebiegu meczu jest zarówno sprawiedliwy, jak i odrobinę rozczarowujący dla obu drużyn i menedżerów, którzy mogą mieć pretensje do swoich zawodników o sporo niewykorzystanych sytuacji strzeleckich.

Fulham FC - West Bromwich Albion 1:1 (0:0)
Bramki: Dempsey 69' - Tchoyi 82'.
Na Craven Cottage mierzyły się zespoły, które w tabeli przed tym spotkaniem dzielił tylko jeden punkt. Faworytem ekspertów i bukmacherów byli gospodarze, którzy u siebie w ostatnim czasie spisywali się bardzo dobrze. Już w pierwszej połowie bramkę zdobył Clint Dempsey, jednak znalazł się on na minimalnym spalonym, co doskonale zauważył sędzia liniowy i gol nie został uznany. W ciągu kolejnych minut mecz był wyrównany i obfitował w wiele strzałów, lecz Ben Foster i David Stockdale rozgrywali dobre spotkanie. Po zmianie stron coraz bardziej przeważali gospodarze, których ataki były zdecydowanie groźniejsze niż ekipy prowadzonej przez Roya Hodgsona. Wreszcie sposób na Fostera znalazł Dempsey i płaskim strzałem wyprowadził na prowadzenie "The Cottagers". W 2012 roku Amerykanin jest najskuteczniejszym piłkarzem biegającym po boiskach Premier League - jak do tej pory ofensywny pomocnik wpisywał się na listę strzelców już czterokrotnie i to za każdym razem na Craven Cottage. "The Baggies" dążyli do wyrównania i w końcu udało im się strzelić wyrównującą bramkę na niecałe 10 minut przed końcem meczu. James Morrison podał prostopadle do Somena Tchoyi, a ten silnym strzałem pokonał Stockdale’a. Golkiper gospodarzy popełnił fatalny błąd, bowiem strzał Kameruńczyka został oddany w środek bramki i młody reprezentant Anglii powinien poradzić sobie w tej sytuacji. Fulham nadal ma przewagę jednego punktu nad West Bromwich, lecz kibice "The Cottagers" na pewno nie są zadowoleni z wyniku spotkania. Warto wspomnieć, że Martin Jol nie dokonał żadnej zmiany w przeciągu całego spotkania.

Sunderland AFC - Norwich City 3:0 (2:0)
Bramki: Campbell 20', Sessegnon 28', Ayala 54' (sam.).
Ostatnim ze środowych spotkań był mecz na Stadium of Light pomiędzy Sunderlandem i drużyną Norwich City. Zdecydowanym faworytem tego meczu byli gospodarze i to oni od pierwszych minut prezentowali się zdecydowanie lepiej. Na efekty nie trzeba było długo czekać bo już w 20. minucie fantastycznym strzałem zza pola karnego popisał się były napastnik "Czerwonych Diabłów", Fraizer Campbell. Zaledwie siedem minut musieli czekać miejscowi kibice na drugiego gola. W 28. minucie po strzale głową Stephane Sessegnon, podwyższył prowadzenie swojego zespołu. Do przerwy nic się nie zmieniło i mimo wyrównanych statystyk to podopieczni Martina O'Neilla dyktowali warunki gry. Druga część meczu przyniosła trzecie trafienie dla gospodarzy. Po dośrodkowaniu innego byłego zawodnika Man Utd, Phila Bardsleya, piłkę do własnej bramki skierował obrońca Norwich Daniel Ayala. Było to szóste zwycięstwo gospodarzy pod wodzą Martina O'Neilla. W ciągu dziewięciu spotkań jego podopieczni zdołali zdobyć aż 19 punktów i dzięki temu znajdują się na 8. pozycji w tabeli.

A na koniec drobna ciekawostka - statystycy firmy Opta Sports postanowili policzyć ligowe punkty od momentu zatrudnienia Martina O'Neilla w Sunderlandzie. Irlandzki szkoleniowiec notuje z zespołem "Czarnych Kotów" bardzo dobre wyniki, na co sporo obserwujących Premier League spogląda z dużym uznaniem. Pod uwagę wzięto wszystkie mecze rozegrane w angielskiej ekstraklasie od 11 grudnia, a więc dokładnie od dnia, w którym O'Neill rozpoczął pracę w klubie ze Stadium of Light. Efekty są dość zaskakujące, bowiem po dziewięciu spotkaniach na prowadzeniu znajduje się właśnie ekipa Sunderlandu z 19 punktami na koncie, natomiast tuż za nią, z jednym meczem rozegranym mniej plasuje się Manchester United. Poniżej prezentujemy pełne zestawienie przygotowane przez Optę.

Tagi:
Zobacz także:
- Statystyki: totalna dominacja Man Utd (własne)
- Galeria: zwycięstwo z "The Potters" (zimbio.com, Facebook)
- Ferguson: to był wspaniały wieczór (manutd.com, BBC, Sky, MEN)
- Wypożyczenia: Cofie strzela dla Antwerp (własne)
- Mufc.pl ocenia: koncertowa gra Scholesa (własne)





Francuski obrońca przyszedł na świat 15 maja 1981 roku w Dakarze. Barw Manchesteru United broni od 2006 roku. Zanim przeniósł się na Old Trafford, był zawodnikiem AS Monaco.








