Raport: 22. kolejka Premier League

24 stycznia 2012, 01:03 | Sz. Bakalarski, C. Piech, P. Pikuła | Źródło: własne

Najbardziej elektryzujące spotkania tego weekendu w Premier League odbyły się w Londynie. W niedzielne popołudnie "Czerwone Diabły" wygrały szlagier tej kolejki ekstraklasy z Arsenalem, jednak i w sobotę nie brakowało emocji w stolicy Anglii. Kibice zgromadzeni na Craven Cottage zobaczyli aż siedem bramek, z kolei piłkarscy fani zebrani na Loftus Road mogli podziwiać przepiękne gole zdobywane po strzałach z rzutów wolnych. Co jeszcze przyniosła 22. seria spotkań ligi angielskiej? O wszystkim dowiecie się z naszego cotygodniowego podsumowania.


Norwich City - Chelsea FC 0:0

Wynik spotkania bieniaminka Premier League z ekipą "The Blues" był na pewno niespodzianką. Już na początku miejscowi gracze sprawdzali w jakiej dyspozycji tego dnia był Petr Cech. W dalszej części tej fazy meczu ciężko było wskazać, która drużynę tak naprawdę przeważa. Zarówno jedni, jak i drudzy oddali kilka strzałów w światło bramki. Warto odnotować, że w pierwszej połowie z powodu urazu boisko musiał opuścić Frank Lampard, którego zmienił Florent Malouda. W drugiej połowie to goście przejęli inicjatywę, jednak znów dał się we znaki brak skuteczności. Zawodnicy portugalskiego szkoleniowca kilkakrotnie ostrzeliwali bramkę Norwich, co idealnie przedstawia statystyka. W stworzonych sytuacjach bramkowych było aż 17:5 dla przyjezdnych. Najlepszą okazją zmarnował Fernando Torres, który nie trafił w bramkę z kilku metrów - po jego strzale piłka minęła słupek, co wywołało negatywne emocje na ławce trenerskiej londyńskiej drużyny. Miano pechowca meczu znów wędruje (podobnie, jak w zeszłej kolejce) do Hiszpana. Na koniec warto dodać, że były gracz Atletico Madryt pobił swój rekord z roku 2011, kiedy to w 10 meczach z rzędu w lidze nie zdobył bramki (styczeń - luty). Sobotnie spotkanie było już jego jedenastym z rzędu bez trafienia w Premier League.



Everton FC - Blackburn Rovers 1:1 (1:0)
Bramki:
Cahill 24' - Goodwillie 72'.

Do wyrównanego spotkania doszło na Goodison Park, gdzie Everton podejmował broniące się przed spadkiem Blackburn. Początek należał do gości, jednak ani David Dunn ani Scott Dann, nie potrafili zmieścić piłki w bramce. Około 25. minuty zamieszanie w polu bramkowym wykorzystał Tim Cahill, który zdobył swojego pierwszego gola w tym sezonie i wyprowadził gospodarzy na prowadzenie. Piłkarze Steve'a Keana cały czas dążyli do zdobycia wyrównującej bramki, lecz mimo przewagi nie potrafili pokonać Tima Howarda. W 72. minucie David Goodwillie zdobył gola wyrównującego po błędzie Howarda. Do końca meczu delikatnie przeważał zespół gości, jednak remis to wszystko na co było stać tego dnia drużynę „Rovers”. Blackburn przedłużyło swoją fatalną serię spotkań ze straconą bramką i po ostatnim bezbramkowym remisie Norwich samodzielnie liderują w historii Premier League w tej kategorii. To był ich 22. kolejny mecz ze straconą bramką. Mimo dobrej postawy w ostatnich meczach drużyna Steve'a Keana znów wpadła do strefy spadkowej.



Fulham FC - Newcastle United 5:2 (0:1)
Bramki:
Murphy 52' (k.), Dempsey 59' 65' 89', Zamora 68' - Guthrie 43', Ben Arfa 85'.

Zdecydowanie najlepszy sobotni mecz 22. kolejki odbył się w Londynie. Na Craven Cottage doszło do konfrontacji Fulham z Newcastle United. Pierwsza połowa od samego początku należała do gości. Kilka groźnych akcji od pierwszych minut i nieśmiałe próby odpowiedzi ze strony gospodarzy. W efekcie takiego rozwoju wydarzeń to Newcastle w 43. minucie wyszło na prowadzenie po strzale zza pola karnego Danny'ego Guthrie'ego. Druga połowa była już jednak strzeleckim popisem podopiecznych Martina Jola. Najpierw po dosyć kontrowersyjnym rzucie karnym do remisu doprowadził Danny Murphy. W ciągu następnych 16 minut gospodarze trzykrotnie zmuszali Tima Krula do wyciągania futbolówki z siatki. Dwie bramki Clinta Dempseya (z 59. i 65. minuty) oraz wykorzystana jedenastka przez Zamorę zdecydowanie przybiły gości. Jedyną odpowiedzią podopiecznych Alana Pardew była bramka Hatema Ben Arfy z 85. minuty. Jednak tego dnia Craven Cottage należało do Dempseya, który w końcowej fazie meczu ponownie wpisał się na listę strzelców. Tym samym stał się pierwszym Amerykaninem w historii, który zaliczył hattricka w Premier League. Warto dodać, że to goście lepiej prezentowali się w pomeczowych statykach, zarówno w posiadaniu piłki (44%-56%), jak i w sytuacjach bramkowych (11-13).



Queens Park Rangers - Wigan Athletic 3:1 (2:0)
Bramki:
Helguson 33' (k.), Buzsaky 45', Smith 81' - Rodallega 66'.

W pojedynku outsiderów angielskiej Ekstraklasy zmierzyły się drużyny QPR oraz Wigan. Beniaminek z Loftus Road dzięki przekonującemu zwycięstwu 3:1 wydostał się ze strefy spadkowej. Od początku spotkania inicjatywę przejęła drużyna gospodarzy, jednak ataki nie przynosiły oczekiwanego rezultatu głównie ze względu na brak dokładności i dobrą dyspozycję bramkarza, Aliego Al-Habsiego. Wszystko zmieniło się w 33. minucie meczu, kiedy to za zagranie ręką Jamesa McCarthy'ego został podyktowany rzut karny. Pewnym egzekutorem okazał się Heidar Helguson, dla którego było to ósme trafienie w sezonie. Tuż przed przerwą na 2:0 podwyższył Akoz Buzsaky po fantastycznym uderzeniu z rzutu wolnego i podopieczni Roberto Marineza schodzili do szatni z bagażem dwóch goli. W drugiej połowie gra się wyrównała, a sygnał do ataku zawodnikom Wigan dał Hugo Rodallega, strzelając w 66. minucie, również z rzutu wolnego, kontaktowego gola. Niestety nadzieje przyjezdnych na korzystny wynik rozwiał w 81. minucie napastnik Tommy Smith, który ustalił wynik meczu, popisując się pięknym strzałem zza pola karnego prosto w okienko bramki. Zwycięstwo mogło być jeszcze bardziej okazałe, ale wcześniej bramkarz Wigan obronił kolejny rzut karny wykonywany przez Helgusona. Warto dodać, że była to dopiero druga wygrana Queens Park Rangers na własnym stadionie i jednocześnie przełamanie passy dziewięciu meczów bez zwycięstwa.



Stoke City - West Bromwich Albion 1:2 (0:1)
Bramki:
Jerome 86' - Morrison 35', Dorrans 90'.

W sobotnie popołudnie na Britannia Stadium odbyło się starcie Stoke City z West Bromwich Albion. Lepsze wrażenie w pierwszej części spotkania sprawiali gospodarze, jednakże zespół Roya Hodgsona również próbował zagrozić bramce rywala. I to właśnie goście zdobyli pierwszego gol, za sprawą Jamesa Morrisona, który mocnym strzałem z dystansu pokonał niepewnie interweniującego golkipera gospodarzy. Po przerwie zawodnicy obu drużyn nie popisali się niczym szczególnym aż do 72. minuty. Wtedy to Cameron Jerome nie wykorzystał rzutu karnego po skutecznej interwencji Bena Fostera. W 86. minucie dośrodkowanie Jermaine'a Pennanta i strzał Jerome'a doprowadziły do remisu. Ostatnie słowo należało jednak do ekipy "The Baggies". W 90. minucie wspaniałym golem z rzutu wolnego popisał się Graham Doranns. Dzięki wygranej West Brom zdobył swoje pierwsze trzy punkty w tym roku.



Sunderland AFC - Swansea City 2:0 (1:0)
Bramki:
Sessegnon 14', Gardner 85'.

Spotkanie na Stadium of Light zapowiadało się bardzo interesująco. Naprzeciwko siebie stanęły zespoły, które przed meczem dzieliły w tabeli zaledwie dwa punkty. Sunderland musiał wygrać, jeśli chciał prześcignąć w tabeli zespół "Łabędzi". Plan Martina O'Neilla bardzo szybko wykonał Stephane Sessegnon, który mierzonym strzałem w okienko nie dał szans bramkarzowi gości. Swansea uparcie dążyła do wyrównania, jednak brakowało celności i szczęścia. Pod koniec drugiej połowy rozpędzonych piłkarzy Brendana Rodgersa zatrzymał silnym uderzeniem z dystansu Craig Gardner. Wynik tego meczu nie oddaje jednak tego, co działo się na boisku, bowiem optyczną przewagę mieli goście. Musieli oni jednak wrócić do domu z zerowym dorobkiem bramkowym i punktowym, a także stratą dziesiątego miejsca na rzecz Sunderlandu. Martin O'Neill z ekipą "Czarnych Kotów" notuje bardzo dobre wyniki i jeśli liczylibyśmy punkty wszystkich drużyn od czasu jego przyjścia, to ekipa ze Stadium of Light liderowałaby w tabeli Premier League.



Wolverhampton Wanderers - Aston Villa 2:3 (2:1)
Bramki:
Kightly 21', Edwards 31' - Bent 11' (k.), Keane 51' 84'.

Wielkich emocji i wspaniałego powrotu Robbiego Keane'a doświadczyli kibice zgromadzeni w sobotę na Molineux Stadium. Spotkanie świetnie ułożyło się dla gości, bowiem już w 11. minucie objęli prowadzenie wykorzystując rzut karny. Strzelcem gola z jedenastu metrów okazał się Darren Bent, który chwilę wcześniej był faulowany w "szesnastce" gospodarzy. Na odpowiedź "Wilków" nie trzeba było jednak długo czekać - już w 21. minucie Michael Kightly przejął podanie wypożyczonego z Arsenalu Emmanuela Frimponga, zaskoczył obrońcę sprytnym zwodem i posłał piłkę po ziemi w długi róg bramki strzeżonej przez Shaya Givena. Gospodarze złapali wiatr w żagle i już dziesięć minut później wyszli na prowadzenie za sprawą Davida Edwardsa. Wykorzystał on strącenie piłki kolegi z zespołu i głową zmieścił futbolówkę w bramce. Do przerwy Mick McCarthy i jego podopieczni mogli cieszyć się ze skromnej przewagi nad przyjezdnymi z Birmingham. Radość ta nie trwała jednak długo - w 51. minucie gola po strzale zza pola karnego zdobył powracający do Premier League Robbie Keane. W tej sytuacji nie obeszło się jednak bez udziału Wayne'a Hennessey'a, bowiem piłka prześlizgnęła się przy interwencji po jego rękach, a strzał wydawał się być do obrony. Walijski bramkarz nie miał jednak szans przy kolejnej próbie Irlandczyka. W 84. minucie wypożyczony z Los Angeles Galaxy napastnik huknął w samo okienko bramki, zapewniając w przepiękny sposób zwycięstwo ekipie Aleksa McLeisha. Gol zdobyty przez byłego napastnika m.in. Tottenhamu i Liverpoolu może spokojnie kandydować do miana najładniejszego w obecnym sezonie. Cóż za comeback zza oceanu!



Bolton Wanderers - Liverpool FC 3:1 (2:1)
Bramki:
Davies 4', Reo-Coker 29', Steinsson 50' - Bellamy 37'.

Na ciekawe spotkanie zanosiło się w Boltonie, gdzie miejscowe "Kłusaki" podejmowały Liverpool. Wynik spotkania dość niespodziewanie już w czwartej minucie otworzył Mark Davies, który wykorzystał zagranie byłego piłkarza "The Reds", Davida N'Goga. Na drugiego gola kibice zgromadzeni na Reebok Stadium musieli czekać niecałe pół godziny. Podopieczni Owena Coyle'a całkowicie rozmontowali defensywę Liverpoolu i do bramki Pepe Reiny trafił kapitan zespołu, Nigel Reo-Coker. Po dziesięciu minutach "The Reds" udało się zdobyć bramkę kontaktową - Craig Bellamy z zimną krwią wykorzystał prostopadłe podanie Andy'ego Carrolla. Trafienie Walijczyka było jego piątym w sezonie. W tej kategorii zrównał się z dotychczas najskuteczniejszym Luisem Suarezem. Pięć minut po rozpoczęciu drugiej połowy nadzieje Kenny'ego Dalglisha i jego piłkarzy zostały ostatecznie rozwiane. Z rzutu rożnego w pole karne dośrodkował Martin Petrow, piłkę głową na dziesiąty metr zgrał David Wheather, a Gretar Steinsson mocnym strzałem nie dał szans Reinie. Wynik nie uległ już zmianie do końca spotkania i trzy punkty zostały w Boltonie. Liverpool w 2012 roku zdobył jak na razie tylko jeden punkt w trzech ligowych spotkaniach, a w czterech meczach bez Suareza zdołał uzbierać cztery punkty i strzelić cztery bramki. To obrazuje jak bardzo absencja urugwajskiej gwiazdy doskwiera zespołowi Kenny'ego Dalglisha. Warto wspomnieć, że jednym z bohaterów spotkania był były piłkarz "Czerwonych Diabłów", Chris Eagles, który miał udział przy dwóch pierwszych bramkach, a ponadto cały czas stwarzał zagrożenie dla Liverpoolu.



Manchester City - Tottenham Hotspur 3:2 (0:0)
Bramki:
Nasri 55', Lescott 58', Balotelli 90' (k.) - Defoe 60', Bale 64'.

Jednym z dwóch szlagierów minionej kolejki Premier League było spotkanie podopiecznych Roberto Manciniego oraz Harry'ego Redknappa. Pierwsza połowa, mimo szumnych zapowiedzi mediów, nie przyniosła właściwie żadnych emocji. Jednak druga część spotkania zrekompensowała to z nawiązką. Strzelanie na Etihad Stadium rozpoczął w 55. minucie Samir Nasri, który wykorzystał znakomite prostopadłe podanie Davida Silvy. Kibice gospodarzy jeszcze nie zdążyli na dobre ochłonąć po golu Francuza, a już ponownie podnosili ręce w geście triumfu, bowiem trzy minuty później na 2:0 podwyższył Joleon Lescott - to właśnie on najlepiej odnalazł się w zamieszaniu podbramkowym. Kiedy wydawało się, że "The Citizens" odniosą pewne zwycięstwo, błyskawicznie odpowiedziały "Koguty", a dokładnie Jermain Defoe, który wykorzystał błąd w obronie Savica i wygrał pojedynek oko w oko z Joe Hartem. Na wyrównanie nie trzeba było długo czekać. Już w 64. minucie wspaniałym strzałem zza pola karnego popisał się Gareth Bale, a bramkarz City nie miał najmniejszych szans na obronę tego uderzenia. Później gra nieco się uspokoiła, ale pod koniec meczu o emocje zadbał wprowadzony w 65. minucie Mario Balotelli. Niespełna 20 minut po pojawieniu się na murawie włoski napastnik brutalnie potraktował walczącego z nim o piłkę Scotta Parkera, umyślnie depcząc go po głowie. Sędziujący to spotkanie Howard Webb prawdopodobnie nie widział tego incydentu i Balotellemu zwyczajnie się upiekło.


Kiedy fani zgromadzeni na trybunach myśleli, że już nic więcej na Etihad Stadium się nie wydarzy, Tottenham ruszył do ataku, stwarzając sobie wyborną sytuację, jednak Defoe wślizgiem nie potrafił zmieścić piłki w pustej bramce po płaskim dośrodkowaniu Bale'a. Ta sytuacja niestety zemściła się na podopiecznych Redknappa - w ostatniej minucie doliczonego czasu gry Ledley King bezmyślnie sfaulował Mario Balotellego w polu karnym, a sam poszkodowany spokojnie wykorzystał jedenastkę, wprawiając w ekstazę całe Etihad Stadium i zapewniając swojemu zespołowi kolejne trzy punkty.


Tagi:
premier-league

Zobacz także:
15.05 Ur. Patrice'a Evry
Francuski obrońca przyszedł na świat 15 maja 1981 roku w Dakarze. Barw Manchesteru United broni od 2006 roku. Zanim przeniósł się na Old Trafford, był zawodnikiem AS Monaco.
01.06 Ur. Javiera Hernandeza
09.07 Ur. Fabio da Silvy
1. Manchester City 38 89
2. Manchester United 38 89
3. Arsenal 38 70
4. Tottenham Hotspur 38 69
5. Newcastle United 38 65
...
18. Bolton Wanderers 38 36
19. Blackburn Rovers 38 31
20. Wolverhampton 38 25
1. Robin van Persie (Arsenal) 30
2. Wayne Rooney (Manchester United) 26
3. Sergio Aguero (Manchester City) 22
4. Clint Dempsey (Fulham) 17
5. Demba Ba (Newcastle United) 16
6. Yakubu Aiyegbeni (Blackburn Rovers) 16
7. Emmanuel Adebayor (Tottenham Hotspur) 16
8. Grant Holt (Norwich) 14
9. Edin Dzeko (Manchester City) 13



Manchester United Sitemap (XML) Mapa strony Praca Redakcja Kontakt